piątek, 17 grudnia 2010

P.M.AW.O.CH

...ale o so chozi??? Już tłumaczę:
Potrzeba -> Modlitwa -> Aktywna Wiara -> Odpowiedź -> Chwała
W tym miesiącu moje zasoby finansowe bardzo szybko się upłynniły - już po pierwszych dwóch tygodniach grudnia stan mojego konta wynosił 100 PLN, a tu jeszcze mieszkanie nie zapłacone... No dobrze, to trzeba się uśmiechnąć do rodziców, albo się u kogoś zapożyczyć...NIE, nie na tym polega wiara. Była potrzeba, wiem, że Słowo Boże mówi wiele razy na temat błogosławieństwa, także finansowego, ale tym razem uderzył mnie jeden fragment: 
Pwt 28:12  Jahwe otworzy dla ciebie bogate swoje skarby nieba, dając w swoim czasie deszcz, który spadnie na twoją ziemię i błogosławiąc każdej pracy twoich rąk. Ty będziesz pożyczał wielu narodom, a sam u nikogo nie zaciągniesz pożyczki.
Zacząłem więc modlić się o konkretną sumę pieniędzy (około 1000 zł), którą potrzebowałem do konkretnego dnia (wczoraj). Modliłem się między innymi w oparciu o powyższe Słowo. Ale co robić przez pozostałe dni? Stać bezczynnie, czekać mając "nadzieję"? NIE! Wiara jest pewnością, a nie nadzieją, ale wiara wymaga też działania. Od pierwszej modlitwy, wiedząc, że Bóg odpowiada OD RAZU na nasze prośby zgodne z Jego wolą (dlatego przydatne jest Słowo, żeby wiedzieć co jest Bożą wolą), tylko niestety czasami trzeba poczekać na odpowiedź (polecam "Dan 10:12-13  Powiedział więc do mnie: "Nie bój się, Danielu! Od pierwszego bowiem dnia, kiedy starałeś się usilnie zrozumieć i upokorzyć przed Bogiem, słowa twoje zostały wysłuchane; ja zaś przybyłem z powodu twoich słów.  (13)  Lecz książę królestwa Persów sprzeciwiał mi się przez dwadzieścia jeden dni. Wtedy przybył mi z pomocą Michał, jeden z pierwszych książąt. Pozostawiłem go tam przy królach Persów.")
Dlatego wielbiłem Boga i dziękowałem Mu, że te pieniądze przyjdą, że On nie zawodzi i nigdy się nie spóźnia. Tydzień temu przyszło niezapowiedziane 200 zł - ale to wciąż tylko część potrzeb (jeszcze 800 zł). Szczerze powiedziawszy wczoraj rano byłem już zdesperowany, żeby uruchomić awaryjne źródła, ale wtedy poczułem, że Duch Święty chce, żebym dalej dziękował Bogu i wierzył. Po szkole mieliśmy jeszcze dodatkową okazję, żeby się pomodlić z dwoma kolegami, więc poruszyłem tę sprawę. Po modlitwie jeden kolega zapytał: 
"-Ile musisz zapłacić za to mieszkanie? 
-Bóg zna moje potrzeby
-Bóg mi powiedział, że mam zapłacić za Twoje mieszkanie.Powiedz ile.
-1700 SEK (ok. 800 zł)
-O, to mniej niż myślałem. Chodź do bankomatu"
Chwała Bogu, który troszczy się o tych, którzy wierzą i szukają Jego Królestwa! ! ! Boże jesteś niesamowity - dzięki Ci za ten przełom! ALLELUJA! ! ! 
Tak samo może być w Twoim życiu!
A dodatkowo dodam, że Bóg zrekompensował tamtej osobie prawie calutką kwotę w inny sposób...ale to już inna historia :D

Dzisiaj mieliśmy w szkole spotkanie przedświąteczne:





Jutrzejszą noc spędzę w Warszawie. Na całe święta i Nowy Rok, specjalnie dla Ciebie najdroższy czytelniku:

Życzę Ci, żebyś miał odwagę poddania swojego życia Jezusowi - lepiej jest, gdy kieruje nim ktoś o najwyższych kompetencjach :) 

Wesołych świąt! ! !

wtorek, 14 grudnia 2010

10 dni

Ale wymyśliłem tajemniczy tytuł :) 10 dni po, ale też 10 dni przed... 
Już od 10 dni jestem NAJszczęśliwiej zaręczoną osobą na ziemi (no dobra, szczęśliwsza może być tylko Agnieszka :D ). A z kolei za 10 dni mamy wigilię. No i w zasadzie na tym kończy się cała symbolika tytułu ;) no ale przejdźmy do konkretów.

Tydzień mocno urodzinowy - zaczęło się od środowych obchodów urodzin pewnej Pięknej Znajomej :D
Te żabki, to pyszne ciastka zrobione z marcepanu

Choć to ostatni tydzień przed świętami, to nie zwalniamy biegu. W niedzielę odbyły się obchody 60. urodzin Pastora Ulfa Ekmana, w związku z tym spotkanie wyglądało nieco inaczej - cała masa pozdrowień z całego świata od różnych znanych i bardzo znanych chrześcijan, wszystko to za pomocą nagrań video. Po spotkaniu tort i kawusia/herbatka dla wszystkich obecnych (tak pod 2000 osób ;) )

W poniedziałek Szwedzi obchodzili dzień świętej Łucji, co uczczono również w szkole tradycyjnymi piosenkami tematyczno-świątecznymi
Z kolei wieczorkiem mieliśmy niesamowity zaszczyt gościć w "polskim domu" naszego dziekana wraz z żoną (Staffan i Eva Moberg). Niesamowici ludzie całkowicie oddani służbie Bogu. Praktycznie cały swój czas spędzają w kościele ucząc przedmiotów w szkole, prowadząc szkołę modlitwy, poradnictwo (Eva), a przy różnych okazjach angażując się w pomoc, gdzie tylko da się (kuchnia podczas konferencji dla młodzieży, chór świąteczny). Są niesamowici. Opowiedzieli nam troszkę więcej o sobie. W roku 90. z malutką 3-miesięczną córeczką pojechali do Rosji na misje. Byli pierwszymi misjonarzami, którzy trafili do wybranego przez nich regionu, którym była... SYBERIA! ! ! Później trafili jeszcze do Moskwy. W obu tych miejscach dziś są szkoły biblijne i silne kościoły. Byli świadkami wielu nawróceń, uzdrowień, cudów, doświadczali ochrony, błogosławieństwa finansowego, oprócz tego bywało też niebezpiecznie i bardzo trudno, wymagało to wiele wyrzeczeń i tak naprawdę oddania całego swojego życia innym... najbardziej niesamowite było jednak móc widzieć błysk w oku, gdy wspólnie, zgodnie mówili, że Boża chwała rekompensuje wszystkie trudności i niewygody, a Bóg, jeżeli Mu zaufasz NIGDY Cię nie zawiedzie. Po kilku latach wrócili do Uppsali i stal się zwykłymi członkami kościoła zaczynając od zera - wcześniej całe życie podporządkowali misji. Cały czas czerpali siłę z swojej relacji z Bogiem i zrozumienia czym jest Kościół. Potężne świadectwo.
Cudny czas.
Co przed nami? Teraz to już z górki: w czwartek test z przedmiotu Staffana (Biblical view of suffering/Biblijne spojrzenie na cierpienie), polska fika podsumowująca semestr, w piątek świąteczne obchody w szkole, a w sobotę w samolocik i do Warszawki praktykować to, czegośmy się nauczyli przez ostatnie 3 miesiące - życie jak najbliżej da się kochającego, pełnego mocy, troszczącego się i wszechmocnego Boga! ! !
Do zobaczenia

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Chwała na wysokości, a na ziemi... / Glory in heaven, and on earth...

Dwa i pół roku temu wszystko się zaczęło...a w ostatnią sobotę?
- Aguś, czy spędzisz ze mną popołudnie?
- Tak - jeszcze nie wiedziała w co się pakuje :)
Podróż samochodem, długo, ciemno, las, śnieg, noc...
Dojechaliśmy. Ośrodek Ribingeback, mały domek, zastawiony stół, przygotowane serwetki, obiadek, deserek...i świeczki, świeczki, świeczki... 217 świeczek. 
Ona, On, a potem to już jak w filmie: wyznanie, kolanko, bukiet kwiatów, pierścionek...i czekanie...uda się, nie uda, uda...UDA... TAK UDA!!! UDA...ŁO SIĘ!!!!!!!!! Powiedziała TAK!. Radość, chwała i uwielbienie dla Boga. Dzięki Ci Tato! ! ! Dzięki Ci Agnieszko!

Everything started two and a half years ago...and on last saturday?
- Aguś, would you like to spend this afternoon with me?
- Yes - she didn't know what is going to happen :)
Car ride, darkness, forest, snow, night...
We're there. Ribingeback, a small house, the table is ready, dinner, dessert... and candles, candles, candles... 217 candles.
She, He, and later just like in a movie: declaration of love, kneeling, flowers, the ring... and waiting... succes or not, yes... no... yeEEEESSSSS!!!! She said YES!!!!!!
Joy, praise and worship to God. Thank you Dad! ! ! Thank you Agnieszka!


Proszę Państwa, przedstawiam Wam moją narzeczoną! ! !
Ladies and gentlemen, I'd like to introduce my fiancee! ! !

  

niedziela, 28 listopada 2010

Co za tydzień...

Wow, ile się tutaj działo...
Poniedziałek i wtorek, to dwa kolejne testy, za to w środę mieliśmy dzień z Pastorem Ulfem Ekmanem, który jest założycielem kościoła Livets Ord, autorem większości naszych "podręczników", człowiekiem bardzo używanym przez Ducha Świętego na całym świecie...a to tylko fragment Jego "biografii". Na ostatniej godzinie zajęć z Nim wzięliśmy udział w nagraniu trzech dwudziestominutowych programów, które będą puszczane między innymi w Indiach. Niesamowicie było zobaczyć jak Duch Święty może działać również przez telewizję. Jest tutaj kilka takich świadectw - podczas nagrania Pastor Ulf miał słowo wiedzy (taki dar Ducha Świętego, można o tym poczytać w Biblii - to z kolei taka mądra książka ;) ) o tym, że "ktoś w tej chwili jest uzdrawiany z takiego schorzenia". A po kilku miesiącach dostają informację, że ten "ktoś" oglądał program na kasecie...i został uzdrowiony :D Bóg jest niesamowity. Pierwszy program upłynął pod znakiem Słów wiedzy - tak przez 20 minut...teraz czekamy na świadectwa :D
Kolejne dni to mega interesujące zajęcia, ewangelizacja z Jane Blomem (bardzo zmieniająca myślenie, pokazująca ewangelizację jako po prostu poświęcenie swojego życia dla służenia innym, w zasadzie w każdym aspekcie. Piątek to biblijne spojrzenie na cierpienie czyli jak to z tym cierpieniem wreszcie jest! ...za to przed lekcjami zostaliśmy zaszczyceni występem chóru dziecięcego - dzieci przebrane za aniołki i królów, całe na biało, występ naprawdę profesjonalny! Po powrocie do domu w skrzynce na listy znalazłem upragniony Personnumer - numer podatkowy, ubezpieczeniowy, otwierający drzwi do normalnego egzystowania w Szwecji. W trzecim miesiącu walki z urzędnikami przyszedł przełom. Bóg jest większy...NAJWIĘKSZY. Dzięki Ci!!! (wreszcie będę mógł założyć konto bankowe i dostać kasę z mojej szwedzkiej pracy).
W sobotę wieczorem zaraz po przepysznym domowym obiedzie (ziemniaczki piure z smażoną cebulką na wierzchu, do tego gotowane buraczki i "szotbularki" - mięsne kuleczki) byliśmy na fice (tak, już znacie to słowo) u naszego przyjaciela ze Szwecji. Wspaniały czas rozmowy, dzielenia się mądrością, a na końcu modlitwy za Polskę i Panią Prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz - dzięki Bogu za nią. A żeby pokazać też coś od nas...zatańczyliśmy poloneza w takt kolędy "Bóg się rodzi" :D

Niedziela. Na nabożeństwie zespół powiększony o skład smyczkowy, dęty, organy, kotły orkiestrowe, chór w fioletowych "albach" i tradycyjne hymny adwentowe. Fajnie, że dbają tu o tradycję (bardzo to podkreślają), a jednocześnie wszystko jest takie żywe, pełne Ducha i radości, a nie "odwalania tego samego" rok po roku. Po spotkaniu targ świąteczny - łakocie, smakołyki, świąteczne ozdoby...Po południu pokaz sztucznych ogni oglądany przez chyba większość mieszkańców Uppsali ze wzgórza zamkowego...Miasto przyozdobione świątecznie, w oknach mieszkań lampki, gwiazdy, świeczniki, w ogródkach nawet drzewa przyozdobione (i kto za to wszystko płaci... :D)







 
Wow, co za tydzień...

a co tam u was :D 
 

niedziela, 21 listopada 2010

Czas pomyka godzina za godziną...

Dzisiaj niedzielka, czyli (zaraz po nabożeństwie) polska fika. Chyba o tym jeszcze nie pisałem. Jeśli kiedykolwiek chociaż przejeżdżałeś przez Szwecję, to na pewno wiesz czymże ta tajemnicza fika jest. Mieszkając tu już trzeci miesiąc, śmiem twierdzić, że gdyby zabrać Szwedom fikę, to całe państwo upadłoby i zapewne szybko nie podniosło. Rząd przestałby pracować, komunikacja miejska wszczęła strajki, a lekarze wyszli na ulicę...Emeryci zapewne pogrążyliby się w smutku, a młodzież straciła nadzieję na przyszłość. Cóż to zatem takiego, co stanowi o być albo nie być Szwecji? Oto fika (łac.: ecce ficca):
Kawusia
Kanelbullar - cynamonowa bułeczka

Do tego można dodać jeszcze wszelkie możliwe "domowe" ciastka (takie zwykłe, tradycyjne) oraz różne mufinki. A fika to po prostu przerwa na kawę. Jest ich kilka w ciągu dnia i są one BARDZO ważnym i szczególnie celebrowanym elementem. Ten czas poświęca się na spokojną rozmowę, bycie razem, budowanie relacji. Hasło "fika" sprawia, że wszyscy wokół rzucają narzędzia, porzucają wykonywaną pracę (nawet w połowie) i z uśmiechem siadają do stołu. SUPER zwyczaj!
Co jakiś czas staramy się zebrać na naszą polską fikę. Chodzi o choć godzinkę, dwie spędzone razem, tak żeby się zatrzymać i usłyszeć co każdy z nas przeżywa, bo choć widzimy się codziennie, to baaardzo łatwo jest się nam minąć w biegu. Dzisiejsza fika była połączona z końcówką obchodów urodzin mojego współlokatora Piotrka "Kulistego" :). Do tego dołączam moją najnowszą fotkę.
 

środa, 17 listopada 2010

Kolejny raport

Za oknami biało i w dodatku mroźno. Szwecja wreszcie pokazuje nam coraz bardziej swoje oblicze ;). Dzisiaj po zajęciach mieliśmy obiad wraz z częścią nauczycieli. Świece, piękny wystrój stołówki, pizza soup (specjalność Saschy, administratora szkoły, pochodzenia niemieckiego, który w poniedziałek leci na misje do Mongolii...i jak na razie nie zamierza wracać ;) ). Poza tym chlebek, ciasteczka (wszystko pieczone przez jedną z "Pań" z kościoła), specjalnie dla naszej "internaszonal klas". Wspaniały czas budowania relacji w totalnie luźnej atmosferze. Powiem jedno - Jezus łączy ludzi, a nie dzieli!


Uwaga, będzie głęboko...
Zastanawiałem się na czym polega fenomen tej szkoły w porównaniu do innych, w których miałem przyjemność się uczyć. No bo tu wszystko jest interesujące, świeże...Na pewno ważne jest to, że po raz pierwszy w życiu uczę się PEŁNEJ PRAWDY! Bo w żadnej szkole nie uczono mnie niczego przez pryzmat tego, że to Bóg jest STWÓRCĄ, że to On wymyślił fizykę, chemię... że to On to wszystko zaprojektował i cały czas na to wpływa. Że On jest wszędzie. Czy to coś zmienia w samej wiedzy? Chyba nie, ale z drugiej strony to trochę tak jakby ktoś Cię uczył fizyki i nie wierzył w prawo grawitacji...Czy zatem dotychczasowo edukacja, którą do tej pory odebrałem (w zasadzie to nadal odbieram) jest zła? Nic z tych rzeczy...ale po prostu odczuwam zupełnie inną jakość będąc otoczony przez PRAWDĘ, nie półprawdę, nie prawieprawdę, nie nowzasadzieprawdę, ale PRAWDĘ.
Polecam wszystkim!

Myśl z niedzieli:
Jako chrześcijanie mamy być światłem (promować, to co dobre) i solą (przeciwdziałać temu, co złe). Czy w miejscu, w którym przebywasz widać zmianę? Czy tam, gdzie jesteś widać różnicę? - mnie to baaardzo skonfrontowało. Ku ZWYCIĘSTWU!


Jakbyś miał ochotę pozostawić gdzieś jakiś komentarzyk, albo nawet komentarzątko, to się nie wzbraniaj - to dla mnie bardzo miłe, przynajmniej wiem, że ktoś to czyta... :) Dzięki

wtorek, 9 listopada 2010

Złota Polska vs. biała szwedzka...

...a lato było piękne tego roku
aż się prosi, by przytoczyć Gałczyńskiego ;) Niestety to już tylko wspomnienie. Dzisiaj wyjeżdżając do szkoły rowerem cieszyłem się, że nie ma "aż takiego mrozu", no i faktycznie, mrozu nie ma...
Powrót ze szkoły wyglądał już zupełnie inaczej. Powiem tak - jadąc na rowerze w zamieć śnieżną zrozumiałem dlaczego Anaruk (chłopiec z Grenlandii) nie używał tego środka lokomocji. Pedałując przypominałem sobie wszystkie zasady przetrwania w arktycznym klimacie (kopanie jamy w śniegu, suszenie wygrzebanego spod śniegu runa leśnego na własnym ciele itp.)... Na szczęście się udało. Dotarłem. Powiem jedno:
JESTEM HARDCOREM :D
 ...jutro idę po bilet miesięczny ;)

a tak dla zaspokojenia ciekawości: tak wygląda pierwszy śnieżny wieczór w Szwecji.
Aż zatęskniłem za Krajem :)
Śniegu zdecydowanie powyżej kostek. Niektórzy wybierają się jutro rowerem do szkoły... :D

niedziela, 7 listopada 2010

Ach, ta dzisiejsza...

Jejku, jejku, co to się działo...

Długo nic nie pisałem, bo miałem bardzo intensywny tydzień. Na początku było troszkę zamieszania w szkole w związku z konferencją edukacyjną, we wtorek mieliśmy ARCYciekawe spotkanie z prawnikiem, który zajmuje się walką o prawa człowieka w odniesieniu do organizacji religijnych i Kościołów na całym świecie. Młody Kanadyjczyk o bardzo szerokim spojrzeniu podawał wiele przykładów łamania praw wolności wyznania nie tylko w tak oczywistych przypadkach, jak kraje arabskie... Co ciekawe pokazał nam, że bardzo często skupiamy się na jakichś mało znaczących kwestiach lokalnych (w Polsce mogłaby to być np. sprawa krzyża), a nie widzimy połączeń jakie mamy z innymi krajami. Np. w tej chwili trwa sprawa w Irlandii dotycząca aborcji. Jeżeli zostanie ona dopuszczona w tym wypadku, istnieje duże prawdopodobieństwo, że i w Polsce prawo będzie musiało być zmienione. Dużo też modlimy się za chrześcijan w Iraku - w ostatnim tygodniu była tam masakra chrześcijan. Cały czas Al Kaida dąży do usunięcia lub zabicia i tak nielicznych chrześcijan w tamtym kraju. (Czy w ogóle o tym się gdziekolwiek mówi???)
W środę z kolei mieliśmy ostatni z serii trzech testów w szkole. Jak na razie udało się wszystkie zaliczyć na ocenę Excelent ;)

No i teraz zaczyna się jazda

W środowy wieczór zaczęła się konferencja młodzieżowa organizowana przez Livets Ord. Pierwszego dnia było ok 1500 młodych, wczoraj myślę, że przekroczyliśmy liczbę 2000 osób! ! ! Serdecznie pozdrawiam Polską ekipę, która się pojawiła (niektórzy już od poprzedniej niedzieli). Super Was było zobaczyć, pobyć razem, pogadać. Dzięki za wszystko, niech Bóg w Was utrwala to, co zrobił na konferencji.
W organizacji konferencji brało udział pewnie ze 200 osób (to moje domysły). Ja pomagałem w dwóch dziedzinach - stałem na stoisku reklamującym naszą szkołę biblijną:
Poza tym byłem usherem - czyli porządkowym podczas spotkań. Musieliśmy odkurzyć salę przed i po spotkaniu, rozłożyć ulotki na krzesłach, witać ludzi z uśmiechem, zbierać kolektę, roznosić ulotki, pilnować, żeby nie wnoszono jedzenia na salę, sprzątać, pomagać podczas modlitwy...Generalnie dużo roboty - ale naprawdę było SUPER!
Co się działo podczas konferencji? Oprócz ogólnych spotkań (mówcy: Ulf Ekman, Tan Seow How - pastor kościoła młodzieżowego z Singapuru liczącego ok. 1500 młodych członków, Joakim Lundqvist, i inni) była cała masa koncertów, warsztatów, spotkań, rozmów. Wspaniały czas służby, budowania relacji itd. itp. Tylko spać nie było kiedy :D
W tym wszystkim najcudowniejszy jest Jezus, który łączy ludzi z całego świata, z różnych środowisk, kościołów, denominacji, kultur... I daje ŻYCIE!!! Prawdziwe ŻYCIE, (przez wieeelkie "Ż")
Jemu chwała! AMEN ;)

sobota, 30 października 2010

Kino akcji

Pewnie większość z Was to już widziała, ale wrzucam, żeby było pod ręką. 
Małe polskie "jajo" podczas przesłuchań do zespołów uwielbienia :D

 Pozdrawiam :)

środa, 27 października 2010

Myślę...o myślach...

Kilka wolnych myśli z ostatniego tygodnia, złapanych podczas niedzielnego nabożeństwa i zajęć szkolnych:

  • Chcesz wiedzieć gdzie dojdziesz, zanim wyruszysz - to NIE JEST wiara!
 Tak często modlimy się do Boga o objawienie Jego woli dla nas, nawet, gdy widzimy jakiś kierunek. Czekamy, aż będziemy znali wszystkie szczegóły. Potrzebujemy tego dla naszego bezpieczeństwa...ale, czy to naprawdę bezpieczne? Tak naprawdę chyba chodzi o zakrycie naszych obaw. Wydaje nam się, że jak będziemy wiedzieli wszystko, to łatwiej nam będzie działać. Ale to przecież Bóg wie ile musimy wiedzieć w danym momencie. A bezpieczeństwo? ? ? Czy może być coś bardzie bezpiecznego, niż bycie w centrum Jego woli, bycie prowadzonym przez Niego? Nawet jeśli nie widzisz przed sobą celu, ale znasz kierunek, to ruszaj! Nie pozwól, żeby łaska przeznaczona dla Ciebie poszła SAMA w tamtym kierunku. Owszem, zostaniesz w bezpiecznym miejscu...chociaż bez łaski...a może to już wtedy nie będzie miejsce bezpieczne???
  • Boże obietnice są ważniejsze i bardziej pewne niż okoliczności! ! !
Czyli po prostu wiara w najczystszym wydaniu. Zastanów się nad tym przez chwilę... to zdanie, to najprawdziwsza prawda. Ile razy zaufałeś bardziej okolicznościom? Przerażające, co nie? Nigdy więcej ;)
  • Czasem czekamy aż coś się stanie, a nie zauważamy, że to już się DZIEJE!
No właśnie. Prosisz Boga, żeby coś zmienił w Tobie, modlisz się, błagasz, spędzasz godziny wiercąc Mu dziurę w brzuchu, stosujesz wszystkie "środki biblijnego przymusu" (korzystasz ze wszelkich możliwych obietnic ze Słowa), pościsz, płaczesz... jesteś tak zafixowany na Twoim oczekiwaniu wielkiego BUM, cudu, po którym się zmienisz, że nie widzisz jak Tata w tobie pracuje krok, po kroku, niezauważalnie... efekt widzisz dopiero w akcji ;)

wtorek, 26 października 2010

Bóg uzdrawia! ! !

W Uppsali (do wczoraj) wszędzie przemieszczałem się za pomocą dwóch kółek połączonych ramą, napędzanych siłą moich (całkiem okazałych po roku chodzenia na siłownię) mięśni. Zwie się to tutaj rowerem ;). 
Niedługo po przyjeździe podczas jazdy (czyli przynajmniej dwa razy dziennie) bolało mnie lewe kolano. Dziwnym to było wielce, gdyż nigdy wcześniej nie miałem takich problemów. Niemniej w pewnej książce, napisano, że Jezus uzdrawia. A dokładniej już mnie uzdrowił z wszelkiej choroby! Dlaczego zatem nie spróbować? Akurat przydarzyła się okazja "wypróbowania" prawdziwości Bożego Słowa. Jechałem na spotkanie w kościele, podczas którego miała być modlitwa za chorych (kolano bolało...dość mocno), wyszedłem do modlitwy, nałożono na mnie ręce... NIC NIE POCZUŁEM. I tu pozostawała przestrzeń do decyzji - "Uwierzysz, że jesteś uzdrowiony?" (wszystko, co napisane w Słowie zostało spełnione), czy nie uwierzysz, bo "nic się nie stało"... Zdecydowałem się wierzyć - kolano nie boli już chyba trzeci albo czwarty tydzień ALLELUJA! ! !

Druga sytuacja była nieco inna.
Przed jednym ze spotkań skończyłem pracować na komputerze i wyłączyłem go jak zwykle (nie czekałem, aż wszystkie lampki zgasną, tylko schowałem go do plecaka) Po jakichś 2-3 godzinach po powrocie do domu wyjąłem komputer, który był BARDZO gorący, można było się poparzyć. Jak powszechnie wiadomo, takie zjawiska nie są zbyt korzystne dla sprzętu elektronicznego. Komputer włączał się... tylko do pierwszych ekranów, windowsy nawet nie zaczynały się ładować. Wyglądało na to, że coś się spaliło (jakaś pamięć, jakiś dysk...cokolwiek) Wyjąłem, co mogłem z komputera,żeby zlokalizować i nic, próbowałem ładować, włączać go, testować na różne sposoby. Przez trzy dni komputer pozostawał w grobie ;).
Nadszedł poranek dnia trzeciego... w zasadzie popołudnie, akurat czytałem Pismo... krótko się pomodliłem: "Boże, Ty wiesz, że potrzebuję tego komputera, nie jako zabawki, ale narzędzia. Wierzę. W Imieniu Jezusa włącz się! ! !"... komputer się odpalił bez problemu. Działa do dzisiaj o czym zaświadczam pisząc za jego pomocą tego bloga :)
BÓG JEST WIELKI! ! ! A sprawiedliwy z wiary żyć będzie! ! ! Jemu chwała.






To nasza brygadka... ja, jak to zazwyczaj bywa, z drugiej strony foto aparatury ;)

poniedziałek, 25 października 2010

No dobra, wymiękłem ;)

Tak, przyznaję się bez bicia - wymiękłem. Na początku zakładałem, że nie będę zakładał. Bloga oczywiście... bo to na to ani czasu nie ma, a i ochoty też nie zawsze... no i przecież co ja tam będę pisał... 
Ale stało się... pękłem.
Dzieje się tutaj tak dużo, że stwierdziłem kwitnącą we mnie potrzebę podzielenia się tym ze światem. Wobec tego świecie, czuj się podzielony ;)
O czym będę pisał. Sam nie wiem, ale niewątpliwie istotną częścią tego bloga będzie miejsce w którym obecnie przebywam, czyli Uppsala, Szwecja. Przyjechałem tu na Szkołę Biblijną i jedno mogę powiedzieć - nie żałuję! ! !

Dlaczego taki tytuł i o co w ogóle chodzi? 
Zacznę od tego, że nie chodziło o to, że zmieniam się w Szweda, co to, to nie (wtedy napisałbym "szwedziejĘ"). 
Szwedzieje może być połączeniem słów "Szwecja" i "dzieje", czyli w wolnym tłumaczeniu szwedzkie dzieje. Dzieje można również kojarzyć z Dziejami Apostolskimi (to taka księga w Biblii, zaraz po ewangeliach). Taka interpretacja nie byłaby zła, dlatego, że faktycznie doświadczam tu takich rzeczy, które mogłyby spokojnie znaleźć się w tej właśnie księdze.
Ciekawym wydaje się także bliskość brzmieniowa ze zwrotem "się dzieje"... myślę, że sensu tytułowego tytułu należy się doszukiwać gdzieś pomiędzy tymi interpretacjami.
No dobra, chyba starczy jak na pierwszy raz.
Aha, jeszcze jedno. W związku z tym, że sporo się już działo przez półtora miesiąca mojego tu pobytu, to posty mogą nie pojawiać się w chronologicznej kolejności. Po prostu baaardzo chcę się z Tobą drogi "czytaczu" tym, co się TUTAJ działo.
Zapraszam serdecznie :D