niedziela, 28 listopada 2010

Co za tydzień...

Wow, ile się tutaj działo...
Poniedziałek i wtorek, to dwa kolejne testy, za to w środę mieliśmy dzień z Pastorem Ulfem Ekmanem, który jest założycielem kościoła Livets Ord, autorem większości naszych "podręczników", człowiekiem bardzo używanym przez Ducha Świętego na całym świecie...a to tylko fragment Jego "biografii". Na ostatniej godzinie zajęć z Nim wzięliśmy udział w nagraniu trzech dwudziestominutowych programów, które będą puszczane między innymi w Indiach. Niesamowicie było zobaczyć jak Duch Święty może działać również przez telewizję. Jest tutaj kilka takich świadectw - podczas nagrania Pastor Ulf miał słowo wiedzy (taki dar Ducha Świętego, można o tym poczytać w Biblii - to z kolei taka mądra książka ;) ) o tym, że "ktoś w tej chwili jest uzdrawiany z takiego schorzenia". A po kilku miesiącach dostają informację, że ten "ktoś" oglądał program na kasecie...i został uzdrowiony :D Bóg jest niesamowity. Pierwszy program upłynął pod znakiem Słów wiedzy - tak przez 20 minut...teraz czekamy na świadectwa :D
Kolejne dni to mega interesujące zajęcia, ewangelizacja z Jane Blomem (bardzo zmieniająca myślenie, pokazująca ewangelizację jako po prostu poświęcenie swojego życia dla służenia innym, w zasadzie w każdym aspekcie. Piątek to biblijne spojrzenie na cierpienie czyli jak to z tym cierpieniem wreszcie jest! ...za to przed lekcjami zostaliśmy zaszczyceni występem chóru dziecięcego - dzieci przebrane za aniołki i królów, całe na biało, występ naprawdę profesjonalny! Po powrocie do domu w skrzynce na listy znalazłem upragniony Personnumer - numer podatkowy, ubezpieczeniowy, otwierający drzwi do normalnego egzystowania w Szwecji. W trzecim miesiącu walki z urzędnikami przyszedł przełom. Bóg jest większy...NAJWIĘKSZY. Dzięki Ci!!! (wreszcie będę mógł założyć konto bankowe i dostać kasę z mojej szwedzkiej pracy).
W sobotę wieczorem zaraz po przepysznym domowym obiedzie (ziemniaczki piure z smażoną cebulką na wierzchu, do tego gotowane buraczki i "szotbularki" - mięsne kuleczki) byliśmy na fice (tak, już znacie to słowo) u naszego przyjaciela ze Szwecji. Wspaniały czas rozmowy, dzielenia się mądrością, a na końcu modlitwy za Polskę i Panią Prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz - dzięki Bogu za nią. A żeby pokazać też coś od nas...zatańczyliśmy poloneza w takt kolędy "Bóg się rodzi" :D

Niedziela. Na nabożeństwie zespół powiększony o skład smyczkowy, dęty, organy, kotły orkiestrowe, chór w fioletowych "albach" i tradycyjne hymny adwentowe. Fajnie, że dbają tu o tradycję (bardzo to podkreślają), a jednocześnie wszystko jest takie żywe, pełne Ducha i radości, a nie "odwalania tego samego" rok po roku. Po spotkaniu targ świąteczny - łakocie, smakołyki, świąteczne ozdoby...Po południu pokaz sztucznych ogni oglądany przez chyba większość mieszkańców Uppsali ze wzgórza zamkowego...Miasto przyozdobione świątecznie, w oknach mieszkań lampki, gwiazdy, świeczniki, w ogródkach nawet drzewa przyozdobione (i kto za to wszystko płaci... :D)







 
Wow, co za tydzień...

a co tam u was :D 
 

niedziela, 21 listopada 2010

Czas pomyka godzina za godziną...

Dzisiaj niedzielka, czyli (zaraz po nabożeństwie) polska fika. Chyba o tym jeszcze nie pisałem. Jeśli kiedykolwiek chociaż przejeżdżałeś przez Szwecję, to na pewno wiesz czymże ta tajemnicza fika jest. Mieszkając tu już trzeci miesiąc, śmiem twierdzić, że gdyby zabrać Szwedom fikę, to całe państwo upadłoby i zapewne szybko nie podniosło. Rząd przestałby pracować, komunikacja miejska wszczęła strajki, a lekarze wyszli na ulicę...Emeryci zapewne pogrążyliby się w smutku, a młodzież straciła nadzieję na przyszłość. Cóż to zatem takiego, co stanowi o być albo nie być Szwecji? Oto fika (łac.: ecce ficca):
Kawusia
Kanelbullar - cynamonowa bułeczka

Do tego można dodać jeszcze wszelkie możliwe "domowe" ciastka (takie zwykłe, tradycyjne) oraz różne mufinki. A fika to po prostu przerwa na kawę. Jest ich kilka w ciągu dnia i są one BARDZO ważnym i szczególnie celebrowanym elementem. Ten czas poświęca się na spokojną rozmowę, bycie razem, budowanie relacji. Hasło "fika" sprawia, że wszyscy wokół rzucają narzędzia, porzucają wykonywaną pracę (nawet w połowie) i z uśmiechem siadają do stołu. SUPER zwyczaj!
Co jakiś czas staramy się zebrać na naszą polską fikę. Chodzi o choć godzinkę, dwie spędzone razem, tak żeby się zatrzymać i usłyszeć co każdy z nas przeżywa, bo choć widzimy się codziennie, to baaardzo łatwo jest się nam minąć w biegu. Dzisiejsza fika była połączona z końcówką obchodów urodzin mojego współlokatora Piotrka "Kulistego" :). Do tego dołączam moją najnowszą fotkę.
 

środa, 17 listopada 2010

Kolejny raport

Za oknami biało i w dodatku mroźno. Szwecja wreszcie pokazuje nam coraz bardziej swoje oblicze ;). Dzisiaj po zajęciach mieliśmy obiad wraz z częścią nauczycieli. Świece, piękny wystrój stołówki, pizza soup (specjalność Saschy, administratora szkoły, pochodzenia niemieckiego, który w poniedziałek leci na misje do Mongolii...i jak na razie nie zamierza wracać ;) ). Poza tym chlebek, ciasteczka (wszystko pieczone przez jedną z "Pań" z kościoła), specjalnie dla naszej "internaszonal klas". Wspaniały czas budowania relacji w totalnie luźnej atmosferze. Powiem jedno - Jezus łączy ludzi, a nie dzieli!


Uwaga, będzie głęboko...
Zastanawiałem się na czym polega fenomen tej szkoły w porównaniu do innych, w których miałem przyjemność się uczyć. No bo tu wszystko jest interesujące, świeże...Na pewno ważne jest to, że po raz pierwszy w życiu uczę się PEŁNEJ PRAWDY! Bo w żadnej szkole nie uczono mnie niczego przez pryzmat tego, że to Bóg jest STWÓRCĄ, że to On wymyślił fizykę, chemię... że to On to wszystko zaprojektował i cały czas na to wpływa. Że On jest wszędzie. Czy to coś zmienia w samej wiedzy? Chyba nie, ale z drugiej strony to trochę tak jakby ktoś Cię uczył fizyki i nie wierzył w prawo grawitacji...Czy zatem dotychczasowo edukacja, którą do tej pory odebrałem (w zasadzie to nadal odbieram) jest zła? Nic z tych rzeczy...ale po prostu odczuwam zupełnie inną jakość będąc otoczony przez PRAWDĘ, nie półprawdę, nie prawieprawdę, nie nowzasadzieprawdę, ale PRAWDĘ.
Polecam wszystkim!

Myśl z niedzieli:
Jako chrześcijanie mamy być światłem (promować, to co dobre) i solą (przeciwdziałać temu, co złe). Czy w miejscu, w którym przebywasz widać zmianę? Czy tam, gdzie jesteś widać różnicę? - mnie to baaardzo skonfrontowało. Ku ZWYCIĘSTWU!


Jakbyś miał ochotę pozostawić gdzieś jakiś komentarzyk, albo nawet komentarzątko, to się nie wzbraniaj - to dla mnie bardzo miłe, przynajmniej wiem, że ktoś to czyta... :) Dzięki

wtorek, 9 listopada 2010

Złota Polska vs. biała szwedzka...

...a lato było piękne tego roku
aż się prosi, by przytoczyć Gałczyńskiego ;) Niestety to już tylko wspomnienie. Dzisiaj wyjeżdżając do szkoły rowerem cieszyłem się, że nie ma "aż takiego mrozu", no i faktycznie, mrozu nie ma...
Powrót ze szkoły wyglądał już zupełnie inaczej. Powiem tak - jadąc na rowerze w zamieć śnieżną zrozumiałem dlaczego Anaruk (chłopiec z Grenlandii) nie używał tego środka lokomocji. Pedałując przypominałem sobie wszystkie zasady przetrwania w arktycznym klimacie (kopanie jamy w śniegu, suszenie wygrzebanego spod śniegu runa leśnego na własnym ciele itp.)... Na szczęście się udało. Dotarłem. Powiem jedno:
JESTEM HARDCOREM :D
 ...jutro idę po bilet miesięczny ;)

a tak dla zaspokojenia ciekawości: tak wygląda pierwszy śnieżny wieczór w Szwecji.
Aż zatęskniłem za Krajem :)
Śniegu zdecydowanie powyżej kostek. Niektórzy wybierają się jutro rowerem do szkoły... :D

niedziela, 7 listopada 2010

Ach, ta dzisiejsza...

Jejku, jejku, co to się działo...

Długo nic nie pisałem, bo miałem bardzo intensywny tydzień. Na początku było troszkę zamieszania w szkole w związku z konferencją edukacyjną, we wtorek mieliśmy ARCYciekawe spotkanie z prawnikiem, który zajmuje się walką o prawa człowieka w odniesieniu do organizacji religijnych i Kościołów na całym świecie. Młody Kanadyjczyk o bardzo szerokim spojrzeniu podawał wiele przykładów łamania praw wolności wyznania nie tylko w tak oczywistych przypadkach, jak kraje arabskie... Co ciekawe pokazał nam, że bardzo często skupiamy się na jakichś mało znaczących kwestiach lokalnych (w Polsce mogłaby to być np. sprawa krzyża), a nie widzimy połączeń jakie mamy z innymi krajami. Np. w tej chwili trwa sprawa w Irlandii dotycząca aborcji. Jeżeli zostanie ona dopuszczona w tym wypadku, istnieje duże prawdopodobieństwo, że i w Polsce prawo będzie musiało być zmienione. Dużo też modlimy się za chrześcijan w Iraku - w ostatnim tygodniu była tam masakra chrześcijan. Cały czas Al Kaida dąży do usunięcia lub zabicia i tak nielicznych chrześcijan w tamtym kraju. (Czy w ogóle o tym się gdziekolwiek mówi???)
W środę z kolei mieliśmy ostatni z serii trzech testów w szkole. Jak na razie udało się wszystkie zaliczyć na ocenę Excelent ;)

No i teraz zaczyna się jazda

W środowy wieczór zaczęła się konferencja młodzieżowa organizowana przez Livets Ord. Pierwszego dnia było ok 1500 młodych, wczoraj myślę, że przekroczyliśmy liczbę 2000 osób! ! ! Serdecznie pozdrawiam Polską ekipę, która się pojawiła (niektórzy już od poprzedniej niedzieli). Super Was było zobaczyć, pobyć razem, pogadać. Dzięki za wszystko, niech Bóg w Was utrwala to, co zrobił na konferencji.
W organizacji konferencji brało udział pewnie ze 200 osób (to moje domysły). Ja pomagałem w dwóch dziedzinach - stałem na stoisku reklamującym naszą szkołę biblijną:
Poza tym byłem usherem - czyli porządkowym podczas spotkań. Musieliśmy odkurzyć salę przed i po spotkaniu, rozłożyć ulotki na krzesłach, witać ludzi z uśmiechem, zbierać kolektę, roznosić ulotki, pilnować, żeby nie wnoszono jedzenia na salę, sprzątać, pomagać podczas modlitwy...Generalnie dużo roboty - ale naprawdę było SUPER!
Co się działo podczas konferencji? Oprócz ogólnych spotkań (mówcy: Ulf Ekman, Tan Seow How - pastor kościoła młodzieżowego z Singapuru liczącego ok. 1500 młodych członków, Joakim Lundqvist, i inni) była cała masa koncertów, warsztatów, spotkań, rozmów. Wspaniały czas służby, budowania relacji itd. itp. Tylko spać nie było kiedy :D
W tym wszystkim najcudowniejszy jest Jezus, który łączy ludzi z całego świata, z różnych środowisk, kościołów, denominacji, kultur... I daje ŻYCIE!!! Prawdziwe ŻYCIE, (przez wieeelkie "Ż")
Jemu chwała! AMEN ;)