środa, 27 października 2010

Myślę...o myślach...

Kilka wolnych myśli z ostatniego tygodnia, złapanych podczas niedzielnego nabożeństwa i zajęć szkolnych:

  • Chcesz wiedzieć gdzie dojdziesz, zanim wyruszysz - to NIE JEST wiara!
 Tak często modlimy się do Boga o objawienie Jego woli dla nas, nawet, gdy widzimy jakiś kierunek. Czekamy, aż będziemy znali wszystkie szczegóły. Potrzebujemy tego dla naszego bezpieczeństwa...ale, czy to naprawdę bezpieczne? Tak naprawdę chyba chodzi o zakrycie naszych obaw. Wydaje nam się, że jak będziemy wiedzieli wszystko, to łatwiej nam będzie działać. Ale to przecież Bóg wie ile musimy wiedzieć w danym momencie. A bezpieczeństwo? ? ? Czy może być coś bardzie bezpiecznego, niż bycie w centrum Jego woli, bycie prowadzonym przez Niego? Nawet jeśli nie widzisz przed sobą celu, ale znasz kierunek, to ruszaj! Nie pozwól, żeby łaska przeznaczona dla Ciebie poszła SAMA w tamtym kierunku. Owszem, zostaniesz w bezpiecznym miejscu...chociaż bez łaski...a może to już wtedy nie będzie miejsce bezpieczne???
  • Boże obietnice są ważniejsze i bardziej pewne niż okoliczności! ! !
Czyli po prostu wiara w najczystszym wydaniu. Zastanów się nad tym przez chwilę... to zdanie, to najprawdziwsza prawda. Ile razy zaufałeś bardziej okolicznościom? Przerażające, co nie? Nigdy więcej ;)
  • Czasem czekamy aż coś się stanie, a nie zauważamy, że to już się DZIEJE!
No właśnie. Prosisz Boga, żeby coś zmienił w Tobie, modlisz się, błagasz, spędzasz godziny wiercąc Mu dziurę w brzuchu, stosujesz wszystkie "środki biblijnego przymusu" (korzystasz ze wszelkich możliwych obietnic ze Słowa), pościsz, płaczesz... jesteś tak zafixowany na Twoim oczekiwaniu wielkiego BUM, cudu, po którym się zmienisz, że nie widzisz jak Tata w tobie pracuje krok, po kroku, niezauważalnie... efekt widzisz dopiero w akcji ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz