niedziela, 21 listopada 2010

Czas pomyka godzina za godziną...

Dzisiaj niedzielka, czyli (zaraz po nabożeństwie) polska fika. Chyba o tym jeszcze nie pisałem. Jeśli kiedykolwiek chociaż przejeżdżałeś przez Szwecję, to na pewno wiesz czymże ta tajemnicza fika jest. Mieszkając tu już trzeci miesiąc, śmiem twierdzić, że gdyby zabrać Szwedom fikę, to całe państwo upadłoby i zapewne szybko nie podniosło. Rząd przestałby pracować, komunikacja miejska wszczęła strajki, a lekarze wyszli na ulicę...Emeryci zapewne pogrążyliby się w smutku, a młodzież straciła nadzieję na przyszłość. Cóż to zatem takiego, co stanowi o być albo nie być Szwecji? Oto fika (łac.: ecce ficca):
Kawusia
Kanelbullar - cynamonowa bułeczka

Do tego można dodać jeszcze wszelkie możliwe "domowe" ciastka (takie zwykłe, tradycyjne) oraz różne mufinki. A fika to po prostu przerwa na kawę. Jest ich kilka w ciągu dnia i są one BARDZO ważnym i szczególnie celebrowanym elementem. Ten czas poświęca się na spokojną rozmowę, bycie razem, budowanie relacji. Hasło "fika" sprawia, że wszyscy wokół rzucają narzędzia, porzucają wykonywaną pracę (nawet w połowie) i z uśmiechem siadają do stołu. SUPER zwyczaj!
Co jakiś czas staramy się zebrać na naszą polską fikę. Chodzi o choć godzinkę, dwie spędzone razem, tak żeby się zatrzymać i usłyszeć co każdy z nas przeżywa, bo choć widzimy się codziennie, to baaardzo łatwo jest się nam minąć w biegu. Dzisiejsza fika była połączona z końcówką obchodów urodzin mojego współlokatora Piotrka "Kulistego" :). Do tego dołączam moją najnowszą fotkę.
 

1 komentarz:

  1. Fajnie, że "celebrujecie" razem Fikę (a właściwie powinno się chyba pisać "ficka"). Wierzę, że wrócicie do nas jeszcze bardziej megawypasieni duchowo, niż wyjechaliście i niż podczas naszego ostatniego spotkania :)

    Widzimy się w maju :P

    OdpowiedzUsuń